2. RevitaLash Advanced – odżywka do włosów (początek historii + update zdjęć rzęs saute)

Dziś w pracy dostałam przesyłkę od RevitaLash – wygraną w konkursie mini-odżywkę RevitaLash Advanced o pojemności 1ml. Bardzo się ucieszyłam z możliwości przetestowania tego specyfiku, ponieważ naczytałam się o nim niesamowitych rzeczy. Chętnie wypróbowałabym też wersję do brwi, ponieważ (jak zauważyć będzie można na zdjęciach oka) brwi mam cienkie, rzadkie i jasne – natura obdarzyła mnie naturalnym blondem na głowie i dodała brwi do kompletu… 😉

Ale wracamy do odżywki!

Czytaj dalej

Reklamy

1. Delia Onyx – odżywiająca baza pod mascarę + MaxFactor 2000 Calorie Dramatic Volume

Pierwszy wpis będący czymś w rodzaju recenzji. Z góry przepraszam za jakość zdjęć – mój prywatny aparat postanowił się na mnie „wypiąć” i w ogóle nie chce robić zdjęć, więc musiałam pożyczyć aparat z pracy. Aparat, który w zamierzeniu został nabyty do robienia zdjęć dokumentów. A, jak wiemy, rzęsy dokumentami nie są 😉 Czytaj dalej

Krótko o tuszach

Niestety mój aparat odmówił posłuszeństwa, więc muszę poczekać z notkami ze zdjęciami, ale może krótko napiszę coś na temat tuszy – moich upodobań, problemów.

Większość tuszy nie spełnia moich wymagań, ponieważ albo sklejają mi rzęsy, albo nie dają wymaganego efektu przy jednej/dwóch warstwach. A więcej warstw wymaga już odpowiedniego tuszu. O ile rzęsy lewego oka jestem w stanie pomalować w miarę nieźle (bez większego sklejania), tak prawe oko dobija – rzęsy praktycznie zawsze sklejają mi się w trzy grupki i muszę później dość szybko przeczesać je czystą szczoteczką od starego tuszu (wykonałam jej „demakijaż”, żeby pozbyć się z niej resztek kosmetyku).

Ponadto mam problemy z nakładaniem tuszy świeżych. Zawsze nakłada mi się ich zbyt dużo, dużo mocniej sklejają mi rzęsy i brudzą powieki. O, właśnie! ZAWSZE brudzą mi się powieki przy malowaniu rzęs. Taki kształt oka chyba – w prawym oku zawsze muszę kombinować z usuwaniem przybrudzeń (w lewym zdarza się malowanie bezstratne). Nie lubię też szczoteczek silikonowych (zwłaszcza w formie grzebyczków) – nie i już. Nie jest to dla mnie wygodne, nie potrafię tym operować i nie spełnia moich wymagań.

Czego więc wymagam od tuszu? Wygodnej szczoteczki, dobrego wydłużenia i pogrubienia oraz rozdzielenia rzęs, a nie sklejenia ich. Wymagam rzęs jak firanki.

Zaczynamy :)

Odkąd pamiętam, szukam idealnego tuszu do rzęs. W ciągu ostatnich lat przetestowałam ich całe mnóstwo i ideału jeszcze nie znalazłam. Dziś postanowiłam, że może warto byłoby zacząć tworzenie recenzji testowanych tuszy – dzięki temu postanowieniu powstał ten blog.

Co jakiś czas będę wrzucać notki dotyczące kolejnych wypróbowanych tuszy. Będę się starała podchodzić do testów obiektywnie i profesjonalnie, a efekty pokazywać zamierzam na zdjęciach.

Dziś, jako słowo wstępu, przedstawię (jedynie tekstowo) „profil” moich rzęs.:

Są to rzęsy zupełnie normalne. Nie za krótkie, zdecydowanie nie za długie, niezbyt gęste, ale też nie jak słupy telegraficzne. Koloru zupełnie zwyczajnego – nie rude, nie blond, nie kruczoczarne, tylko po prostu czarno-brązowe. Raczej cienkie i zdecydowanie niewidoczne bez makijażu.

Staram się je jak najlepiej podkreślić, żeby nadać twarzy wyrazu i stworzyć „punk zaczepienia” dla oczu rozmówców. Jest to podstawa mojego makijażu – nie podkreślam ust, nie stosuję różów, bronzerów. Niewidoczne brwi również co jakiś czas delikatnie podkreślam, jednak staram się nie przesadzać, ponieważ zdarzyło mi się już uzyskać efekt, gdy wyglądałam jak (pardon) podstarzały transwestyta. Czasami używam eyelinera i/lub cieni.

 

Tyle wstępu. Mam nadzieję, że ten projekt mi się w miarę uda i będę mogła po jakimś czasie przeglądać notki, wyciągać wnioski i być może w końcu znajdę tusz idealny 🙂